Outdoor


Żleb Zaruskiego
Tatry Wysokie


Kraków - Kudłacze
4h 6min | 34km


Widziałem Orlej cień
Tatry Wysokie


Bieg Marduły
22km | +1700m | -1400m


Góra Cyc
Góry Atbaj


Bieg 3 Kopców
Kraków, pazdziernik


Nurkowanie | Freediving
Morze Czerwone


Skyrunning
Vychodna Vysoka (2428m)


Gory Wysokie - Synaj
Gebel St Katrin


Tatry
Najlepsza plaża w PL



G3R Wallpapers
Stoh - panorama by Wojtek 'Failo' Zdebski
Tapety pulpitu



Ostatnie zdjęcia

Sierra Nevada - Pragnienie Wysokości
Trupi Las 2009/2010
Leskowiec - zapis toastu
Polica - zmrożne fotki i chłodne opisy
Skrzyczne
Tatry
Polica
X-lecie G3R - garść fotek z akcji
Pilsko relacja z rozpakowania prezentu



Panoramy
Stoh - panorama by Wojtek 'Failo' Zdebski
Zobacz galerie górskich panoram



Panoramy 360°
Szymoszkowa FR
Big Berta
| Kładki



Filmiki
(kliknij prawym i użyj funkcji "Zapisz element docelowy jako...")

2008-00-30
Vlk. Choc [24.3MB]
2008-00-30
Szczebel [6.6MB]

2009-06-16
Hiszpania

Trasa
Capileira - Puente Abuchite - pasterska ścieżka - Puente Abuchite - Capileira

Uczestnicy
Jarek, Junior, Klaudek

 

 

Technika
Widoki

Raz Kozie Śmierć

No wreszcie! Od wymarzonej jazdy w Sierra Nevada (narazie tej hiszpańskiej) dzielą nas już tylko sekundy. Drużyna w pełnej gotowości, choć jeszcze w niepełnym składzie. Ja tylko nieopatrznie zapoczątkowałem zwyczaj zapominania różnych przydatnych akcesoriów, jak np. rękawiczki (zwyczaj ten będzie kultywowany na kolejnych wycieczkach). Nic to, słonko świeci, rowerki wyregulowane niczym szwajcarskie zegarki, nam się już błyszczą oczka z podniecenia ... tylko gdzie się zaczyna ta cholerna trasa. Gapimy się w mapę, pytamy tubylców o drogę, studiujemy tablicę informacyjną i przez chwilę nawet wydaje nam się, że znaleźliśmy właściwą drogę. Tylko, że droga zamienia się w ścieżkę trawersującą bardzo stromy stok poprzecinany skałkami. Wprawdzie w planie mieliśmy jakiś banalny singielek na rozgrzewkę, ale co tam - raz kozie śmierć, atakujemy!

Chwilę później pierwsze skalne bastiony są zdobyte a my rozgrzani. W tym starciu trzeba było wykazać się precyzją, bo pod lewym łokciem było sporo powietrza, czyli absolutny zakaz skręcania w lewo. Właśnie tam, tylko jakieś 30 m niżej odnajduje się droga, której szukamy. Jeszcze tylko ostra ścianka w dół, przełknięcie pierwszych na tej wyprawie agrafek i dopadamy wygodnej szutróweczki.

Ledwo zdążyliśmy trochę odsapnąć pędząc w dół po równej nawierzchni, a tu szutrówka zamienia się w wąski, skalisty szlak. Kolejne starcie z zastępami coraz większych kamieni i coraz ciaśniejszych zakrętów. W ferworze walki przegapiamy rozwidlenie szlaku i lądujemy o jeden most za daleko. Przynajmniej tak nam się wydaje, bo - jak się później okaże - akurat wybraliśmy sobie jeden z najsłabiej oznakowanych szlaków w okolicy. Po kilkunastu minutach przeklinania hiszpańskiej infrastruktury szlakowej, wybieramy pozarastaną ścieżkę na tzw. azymut.

Mimo, że drogę zagradza nam bramka, a kilkadziesiąt metrów za nią ścieżka gubi azymut, brniemy nią z uporem kozłów. To chyba najwłaściwsze porównanie sądząc po ilości koziego łajna na naszym "szlaku". Po ponad godzinnym tachaniu sprzętu, nachodzi nas refleksja, że pasterska infrastruktura słabo nadaje się do rowerowej eksploracji i przypuszczalnie jeszcze gorzej do nocowania (w ofercie były tylko dziurawe szałasy z luźnych kamieni). Słońce znika za grzbietem naszego stoku - jedyne rozsądne rozwiązanie to odwrót. Z trudem przyjmujemy go do wiadomości.

Kozia traska nawet na zjeździe pokazuje kopytka, a nawet pazurki. Trochę nam skopała tyłki, ale głównie podrapała. Było strasznie wąsko, a przy nieopatrznym wyjechaniu ze ścieżki wpadało się w naturalne zasieki. Ścinanie zakrętów karane było brutalną akupunkturą. W starciu z kłująco-tnącą florą szczególnie bolesny okazał się brak rękawiczek. Przynajmniej zacząłem doceniać, jakie milutkie roślinki mamy w Polsce.

Zrezygnowani wracamy tą samą drogą, zamiast planowanej pętelki. Pierwsza bitwa, choć przegrana, napawa nas jednak optymizmem. W końcu bohatersko stawiliśmy czoła najdzikszym zakamarkom Sierry (tuż za wioską). Nawaliła strategia, bo rozgrzewkowe rozpoznanie terenu zamieniło się niezły HC, zakończony uznaniem wyższości kóz nad rowerem.

Klaud

 

Opis trasy:
W miasteczku Capileira trzeba znaleźć placyk z wodopojem pod kryptonimem "Fuente". Od niego ostro w dół odchodzi uliczka, która później przemienia się w szutrówkę prowadzącą do Puente Abuchite (kamienny mostek). Jednak poszukiwacze adrenaliny powinni wybrać betonową ścieżkę prowadzącą do góry (początek szlaku bezpośrednio do Cebadilla). Po dotarciu do tablicy informacyjnej skręcamy w lewo w wyraźną drogę. Gdy dotrzemy do głazu stojącego samotnie na przełamaniu stoku droga zamieni się w singla trawersującego stromy stok. Po stromym zjeździe, na skrzyżowaniu ścieżek w lewo i prosto do szutrówki. Szutrówką cały czas w dół (później zamienia się w wąski szlak). W planie mieliśmy zjazd do Pampaneiry. W tym kierunku prawdopodobnie odchodzi ścieżka pod kątem prawie 180st. kilkaset metrów przed Puente Abuchite (trudna do zauważenia na zjeździe, brak oznakowania). Za mostkiem szlak prowadzi dalej do Cebadilla (do Elektrowni). My skręciliśmy od razu w lewo w "kozią" ścieżkę.